Dzisiaj przychodzę do Was z ważnym dla mnie tematem, który jest bolączką milionów kobiet. Z niesfornymi włosami. Chociaż nie wiem, czy słowo niesforne to trafne określenie. Chyba lepiej napisać z problematycznym sianem, któremu ciężko było nadać atrakcyjny wygląd. Zrobiło się poważnie? Nie taki był plan. Chciałabym Wam opowiedzieć o „włosowej metamorfozie”. Do brzegu…

Pisałam Wam już o moim wielkim sukcesie, jakim było zrzucenie ponad 20 kilogramów. Jeśli jeszcze nie czytałyście tamtego wpisu, całym serduszkiem polecam. Klik->

Jak każda kobieta, która w końcu odzyskuje piękne kształty i wymarzone rozmiary, ruszyłam na zakupy. W centrum handlowym spędziłam cały weekend. Z małą przerwą na sen 😀 i wizytą na placu zabaw z moim synkiem. Wraz z utraconymi kilogramami odzyskałam pewność siebie i z chęcią oglądałam się w lustrze. Jednak poniosło to za sobą kolejne konsekwencje. Miałam poczucie, że moje sianowate włosy nie pasują do boskiego ciała.

Pobiegałam do najbliżej drogerii, ale na dziale z produktami do włosów… opadły mi ręce. Olejki, sera, balsamy, maski, odżywki. Miliony produktów. Nie miałam na to planu. A wygranie wojny bez obmyślonej wcześniej taktyki…no same wiecie.

Odpaliłam YT i zgłębiłam temat. Odkryłam też różne grupy dla „włosomaniaczek”, które chętnie dzielą się sprawdzonymi radami. Dowiedziałam się, że mamy różne typy włosów, o różnej porowatości i to ta cała „porowatość” odpowiada za powodzenie kuracji naprawczej.

Nie będę się rozpisywać o każdym typie. Jeśli nie macie pojęcia, do której grupy należą Wasze włosy, to polecam przeprowadzenie testu. Wystarczy, że w wyszukiwarce wpiszecie hasło: „test na porowatość włosów”. Okazało się, że był to pierwszy, ale najważniejszy krok do osiągnięcia wymarzonej fryzury.

Od tamtego dnia stałam się oficjalnie (świadomie!) posiadaczką wysokoporowatych włosów. To był kolejny krok, kolejne hasło, które wyszukałam w sieci. Znalazłam kilka filmików z „pielęgnacją włosów wysokoporowatych” i „produktami do włosów wysokoporowatych”. Zrobiłam pełną listę kosmetyków, których potrzebuję i zakupy. W sieci, bo tak wyszło najkorzystniej. Zbawienne dla moich włosów okazało się olejowanie. Od tamtej pory olejuję włosy przynajmniej 2 razy w tygodniu. Ratunkiem dla mojego siana był olejek kameliowy oraz organiczne maski. Co prawda, poświęcam na to jednorazowo ok. 40 minut, ale efekty są niesamowite. Włosy błyszczą! Są sypkie, mniej się puszą i przyciągają spojrzenia!

Koniecznie zrób test porowatości swoich włosów i zapewnij im odpowiednią pielęgnację.

Ja o takim „total looku” marzyłam zawsze. Teraz mam wszystko! Szczupłe ciało i piękne włosy.

Share: