Zacznę od początku. Chociaż na wstępie muszę Was uprzedzić, że to historia trudna, momentami smutna, ale z niespodziewanym zakończeniem. Czy optymistycznym… przekonacie się na końcu.

Jeśli zapytasz moich znajomych sprzed „czasów małżeństwa” o mnie… odpowiedzą, że byłam osobą żywiołową, pełną energii, pozytywnego nastawienia do życia i codziennych problemów. Otwarta głowa, swobodny duch. Dużo ćwiczyłam, dużo spałam i byłam zadowolona z miejsca, w którym byłam.

Później wszystko diametralnie się zmieniło. Małżeństwo, dziecko, praca, dom. Nie miałam czasu na regularne wizyty na siłowni. Z domu biegłam do pracy, z pracy do przedszkola, później zabawa z synkiem, gotowanie, sprzątanie ogromnego domu i pielęgnacja ogrodu. Moimi posiłkami stały się burgery, batony, frytki i kebab, który otworzył się obok mojego gabinetu. Wszystko złożyło się w jedną grubą całość 😀

Z perspektywy czasu mam już do tego dystans i potrafię o tym mówić.

Dodatkowe kilogramy łapałam również w domu. Wieczne kłótnie z mężem (obecnie ex mężem) doprowadzały mnie na skraj rozpaczy. A na rozpacz najlepiej smakowały nocne wypady do spiżarni i lodówki. Do tej pory odnajduję papierki po czekoladowych cukierkach, ciastkach i batonach. Bo po szybkiej konsumpcji ukrywałam je przed… sobą.
Kiedy nastąpił przełom? Kiedy zaczęłam walczyć o siebie?

Pierwszym impulsem była rozmowa mojego męża z kuzynem, którą przez przypadek podsłuchałam. Pamiętam, że dostaliśmy zaproszenie na wesele. Byłam przerażona. Odkryłam, że żadna sukienka na mnie nie pasuje. Gwoździem do trumny okazał się mój mąż. Żalił się Maćkowi, że wstydzi się ze mną pokazać, że się zapuściłam i przestałam o siebie dbać. Wiecie, co czuje kobieta, która usłyszy takie słowa? Wiecie, jak bardzo spada jej i tak już niska samoocena?

Patrzyłam w lustro i widziałam jedno. Tłustą kobietę. Miałam okropnie wylewający się brzuch, grube ramiona, nogi. Powoli zaczęła mnie uwierać ślubna obrączka. Koszmar.
Nie mogłam spać, skupić się na pracy. Nie czerpałam radości z niczego. Postanowiłam zamówić dietę pudełkową, zaczęłam ćwiczyć i ostro zacisnęłam pasa. Jakie były efekty? Marne :/ nie sprawiły, że nagle dostałam powera, że poczułam, że warto, że teraz mam już z górki. Wręcz przeciwnie. Powróciłam do starych nawyków i przytyłam kilka dodatkowych kilogramów.
Z perspektywy czasu wiem, że popełniłam wiele błędów. Najgorszym z nich było tkwienie w relacji „dla dziecka”. Mój mąż nie wspierał mnie, nie pomagał, dolewał tylko oliwy do ognia. Czasami miałam wrażenie, że wszystko mu jedno. Coraz więcej czasu spędzał poza domem.

Wszystko stało się jasne w dzień naszej rocznicy. Poszliśmy do ulubionej knajpy, ale tam – zamiast budować nasz związek… wszystko się rozpadło. Kiedy wracałam z toalety, zobaczyłam, jak wkłada karteczkę do dłoni atrakcyjnej kelnerki. Spojrzałam w lustro. Byłam załamana.
Tak zakończyło się moje małżeństwo.

Co było później?

Najlepsze. Kolejne kilka miesięcy to czas wielkiej przemiany.
Spotkałam moją dawną znajomą z uczelni, która wywróciła moje życie do góry nogami. Dała mi nadzieję, wsparcie i poleciła fenomenalne kapsułki, które w prosty sposób wypaliły nagromadzony tłuszcz.
Nie byłabym sobą, gdybym dłużej ukrywała przed Wami ich nazwę. To Burnrizer. Niewielkie, naturalne kapsułki, które przyspieszają i potęgują spalanie tkanki tłuszczowej. Co było w nich najlepsze? Nie musiałam przejść na rygorystyczną dietę, katować się, głodzić, wylewać siódmych potów na siłowni. Popijałam je szklanką wody i chudłam. Łącznie ubyło mi ponad 20 kg. Uwierzycie? Zamieniłam wstydliwy rozmiar XL na małe M. Miałam poczucie, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Złapałam wiatr w żagle i znowu byłam Panią swojego okrętu. Znajomi, rodzina z podziwem patrzyli na moją spektakularną przemianę.

Jeśli Wy również nie słyszałyście o tych kapsułkach, które robią furorę w USA, koniecznie zapiszcie sobie ich nazwę. To Burnrizer.Słyszałam, że walka o sprowadzenie ich do Polski trwała kilka ładnych lat.

Szczupłe uda bez cellulitu, wąska talia, płaski brzuch i imponujące, sterczące pośladki. To mogłam powiedzieć o sobie! Wszystko dzięki Burnrizer.Widziałam, że kobiet, które borykają się z nadwagą, jest masa. Dlatego chętnie zaczęłam udzielać się w Social Mediach i dawać świadectwo swojej metamorfozie. Chciałam, żeby inni również uporali się z wystającymi boczkami, fałdkami i oponką. Zwłaszcza że pierwszy raz w życiu nie miałam efektu JO-JO. Minęło już kilka ładnych miesięcy, a waga stoi w miejscu. Teraz z optymizmem patrzę w przyszłość.

 

Share: